Nie jedziemy do Białegostoku na wycieczkę
Szkoleniowiec wrocławskiego klubu przyznaje, że jeszcze nie miał czasu dobrze poznać swoich podopiecznych. Trenerem Śląska jest dopiero od dwóch tygodni, dlatego nie miał kiedy znacząco zmienić gry zespołu.
– To zbyt krótki okres, bym mógł w pełni wykorzystać potencjał piłkarzy. Nie znam dobrze zawodników, do końca nie wiem, co potrafią. Oni również muszą mnie poznać. Ostatnio graliśmy co trzy dni, więc możliwości były naprawdę niewielkie.
Zna przeciwników
Białostoczanie mają więc przewagę nad rywalem, który uczy się nowego stylu gry. Dodatkowy atut to fakt, iż trener Ryszard Tarasiewicz i jego asystent Waldemar Tęsiorowski przed Jagiellonią pracowali właśnie we wrocławskim klubie. W Śląsku nie było rewolucji kadrowej, więc sztab szkoleniowy Jagi dobrze wie, na co stać rywali. Żurek twierdzi jednak, że równie wiele wie o Jagiellonii.
– Mam dobre rozeznanie na temat zawodników Jagi. Zespół gra podobnym składem od dłuższego czasu. Miałem okazję widzieć rywala na żywo i wcale nie uważam, żeby Rysiek Tarasiewicz miał nade mną jakąś przewagę. Zna moich piłkarzy, ale trochę czasu już minęło, odkąd opuścił Wrocław – dodaje trener Śląska.
Żurek ma świadomość, że mecz jego podopiecznych przeciwko byłemu trenerowi wyzwala w nich emocje, ale jak przyznaje, w szatni nie panuje jakaś specjalna mobilizacja. Spotkanie trzeba wygrać, niezależnie od tego, kto prowadzi drużynę rywala.
– Wiem, że zawodnicy podświadomie myślą, żeby jak najlepiej się pokazać przed byłym trenerem, ale to nawet dobrze. Liczę, że wyjdą bardziej umotywowani i skoncentrowani. W tej potyczce wcale nie stoimy na straconej pozycji, choć wiem, że Jagiellonia to zespół bardziej doświadczony i z większym potencjałem – uważa Żurek.
Jak na sparingu
Żółto-czerwoni w starciu ze Śląskiem Wrocław będą pozbawieni ważnego atutu, jakim są kibice. W związku z karą za chuligańskie wybryki podczas meczu z ŁKS Łomża, spotkanie obejrzą tylko posiadacze karnetów. Szkoleniowiec Śląska żałuje, że mecz odbędzie się w takiej scenerii, bez słynnego białostockiego dopingu.
– Szkoda, że PZPN nakłada na kluby tego rodzaju kary. To będzie wyglądało bardziej na sparing niż na mecz ligowy. Trudniej będzie o adrenalinę, którą wyzwala wielotysięczny doping – kończy Żurek.